Forum JRK's RPGs

Encyklopedia galaktyczna gier cRPG

Z otchłani backloga - czyli Lotheneil vs. efekty steamowych szaleństw zakupowych

Strona: « < ... 2 3 4 5 6 7 >

Autor Post
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Quest for Infamy - przygodówka z elementami RPG. Jak sama nazwa wskazuje, gra silnie inspirowana serią Quest for Glory. Głównego bohatera, ucieleśnienie cnót wszelakich, poznajemy, gdy przyłapany na małym tete-a-tete z baronówną ucieka przez okno przed ojcem niewiasty. Dzięki uprzejmości pewnego rolnika, zabiera się na wozie pełnym słomy do pobliskiej mieściny. Tu dowiaduje się, że jedyny most prowadzący w stronę cywilizacji właśnie się zawalił, a na jego odbudowanie trzeba będzie poczekać. Nie mogąc wrócić skąd przybył, postanawia pokorzystać nieco z uroków wiejskiego życia. Z wrodzonym sobie jednak szczęściem wkrótce wplątuje się w lokalne problemy - od agresywnego moczymordy począwszy, a na mrocznym kulcie poszukującym artefaktu dającego mu olbrzymią moc skończywszy.
Okolica, po której przyjdzie nam się poruszać (wioska, do której trafiliśmy, pobliskie miasto portowe, lasy, pola, cmentarz, nawet kopalnia krasnoludów się znajdzie) składa się z siatki połączonych ze sobą niewielkich lokacji (przeważnie mieszczących się na jednym ekranie). Większość czasu spędzamy na eksploracji, gromadząc przedmioty i używając ich w odpowiednich miejscach, jak również rozmawiając z miejscowymi i rozwiązując zagadki.
Gra niepozbawiona jest jednak elementów RPG. Wkrótce po rozpoczęciu rozgrywki wybieramy jedną z trzech klas postaci - bandyta, złodziej lub uczeń czarodzieja. W zależności od dokonanego wyboru zarówno niektóre stawiane przed nami zadania, jak i sposób pokonywania stających nam na drodze przeciwności się zmieniają - na przykład złodziej otworzy zamknięte drzwi wytrychem, a mag użyje zaklęcia, którego jednak wcześniej będzie musiał się nauczyć. Nawet niektóre lokacje są dostępne jedynie dla przedstawiciela określonej klasy. Aby więc poznać tę grę w pełni, należy ukończyć ją trzykrotnie.
Gra nie oferuje statystyk w rodzaju poziomu postaci, siły czy zręczności, a liczba punktów życia jest niezmienna. Nasz bohater charakteryzowany jest za to poziomem zaawansowania w szeregu umiejętności, wykorzystywanych zarówno w eksploracji, jak i walce - jak skradanie się, wspinanie, blok czy moc magiczna, rosnących w miarę używania.
Właśnie, walka - od czasu do czasu, w czasie wędrowania po bezdrożach atakuje nas coś agresywnego. Przenosimy się wówczas na osobny ekran, w którym w systemie zbliżonym do ATB toczymy pojedynek z przeciwnikiem. Możemy użyć jednego z trzech ciosów mieczem, bloku (odnawiającego również życie), jednego z czterech czarów (jeśli wybraliśmy ścieżkę maga i zdążyliśmy się ich nauczyć), napoju leczącego lub wycofać na z góry upatrzone pozycje. Skuteczność naszych działań zależy wprost od poziomu umiejętności.
Jak wskazuje tytuł gry, w przeciwieństwie do pierwowzoru, nasz bohater nie jest bynajmniej nieskazitelnym herosem w lśniącej zbroi - przeciwnie, choć niepozbawiony empatii, generalnie dba wyłącznie o własne interesy i nie przejmuje się specjalnie takimi drobiazgami jak moralność, a tym bardziej prawo. W trakcie rozgrywki przyjdzie nam więc dokonywać czynów, o których bardowie przeważnie milczą w swych pieśniach.
Na uwagę zasługuje również postać narratora, w sposób mocno humorystyczny komentującego nasze co mniej inteligentne poczynania (choć humor ten jest często nieco niższych lotów), jak również oprawa dźwiękowa - różnorodne i wpadające w ucho melodie towarzyszące naszym wędrówkom po poszczególnych częściach doliny czy w pełni udźwiękowione wypowiedzi postaci. Pod względem graficznym również nie mam wiele do zarzucenia - choć stylistyka retro generalnie nie należy do moich ulubionych, ręczne rysowane, malownicze tła mnie urzekły. Problem rozmazanej czcionki dał się też na szczęście rozwiązać poprzez zmniejszenie rozmiaru okna, w jakim uruchomiłam grę (bo na szczęście opcja ta jest dostępna, ucz się, Lone Survivor).
Głównymi wadami produkcji jest konieczność wielokrotnego przemierzania tych samych lokacji na drodze do potrzebnych nam miejsc (mapa częściowo pomaga, ale nie całkowicie) oraz nieoznaczone i często trudne do znalezienia przejścia pomiędzy niektórymi z nich (naprawdę, czasem trzeba trafić dosłownie w piksel, żeby przejście się aktywowało). Duża liczba walk przy bardzo prostym systemie szybko nuży, ale na szczęście łatwo da się ich uniknąć - jeśli wystarczająco szybko dotrzemy do wyjścia, przeciwnik nas nie ruszy. Gra jest również dość trudna (co może być zarówno wadą jak i zaletą) - stawia przed nami zadania, ale bynajmniej nie prowadzi za rękę. Informacje niezbędne do rozwiązania niektórych zagadek bywają skrzętnie ukryte w zupełnie innym miejscu świata i natrafiamy na nie znacznie wcześniej, niż są faktycznie potrzebne - ja, przyznam szczerze, bez solucji nie dałam rady.
Ogółem: bardzo przyjemna pozycja dla miłośników serii Quest for Glory czy przygodówek point&click, chociaż akurat RPG bym się tu nie doszukiwała. Interesująca i wciągająca, choć dość trudna produkcja w staroszkolnym stylu.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Żeby backlog przypadkiem nie schudł, dołącza do niego zakupiony za czypięćdziesiąt Fallout 3 GOTY. Więc stan obecny bez zmian.

Stan obecny: 170.
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Risen - cRPG. Lądujemy jako rozbitek z zatopionego statku na nieznanej nam wcześniej wyspie. Jak się szybko okazuje, nie jest ona bynajmniej bezludna, wręcz przeciwnie - z racji wyrastających dosłownie spod ziemi ruin starożytnych budowli (pełnych skarbów i obdarzonych mocą artefaktów), stanowi obiekt zainteresowania nie tylko wszelkiej maści poszukiwaczy skarbów, lecz również Inkwizycji - potężnej organizacji religijnej, która przybyła na wyspę, zajęła pobliskie miasto portowe wyganiając z niego poprzedniego włodarza (niejakiego Dona Estebana) i prowadzi własne wykopki. W tło wtapia się jeszcze zagrożenie nadciągającą zagładą świata. W tym całym kotle musimy się jakoś odnaleźć - dobierając sobie sojuszników piąć się po szczeblach socjalnej hierarchii, aby ostatecznie (nie sądzę, aby ta wiadomość zaskoczyła kogokolwiek) zapobiec apokalipsie.
A sama okolica również nie należy do przyjaznych - na początku zabić nas może byle przerośnięte ptaszydło, a i w dalszym przebiegu rozgrywki otoczenie przez watahę wilków nieraz kończy się tragicznie. Ta gra jest wymagająca, momentami nawet bardzo - a i tak grałam najprawdopodobniej najłatwiejszą ścieżką - czyli magiem. O prowadzeniu postaci walczącej wręcz wolę nawet nie myśleć. Jednocześnie jak mało który erpeg Risen daje satysfakcję z rozwoju bohatera, wyraźnie czuć jego wzrastającą moc - to piękne uczucie, gdy smaży się dwoma strzałami przeciwnika, który jeszcze kilka godzin wcześniej był nie do pokonania. I o to chodzi.
Nasze alter ego charakteryzuje szereg współczynników (jak siła, zręczność czy wytrzymałość) oraz umiejętności w rodzaju posługiwania się poszczególnymi typami oręża, szkół magicznych czy rzemiosła. Te pierwsze rosną co poziom i mogą być podnoszone poprzez konsumpcję ziół, napojów i żywności, te drugie natomiast wymagają znalezienia trenera, zapłacenia mu i wydania punktów umiejętności, które otrzymujemy po każdym wbiciu levelu.
Jako że gra ma te 9 lat na karku, wizualnie nie zapiera już dechu w piersiach - choć nie wygląda też tragicznie. Lokacje są zróżnicowane i klimatyczne, za to lepiej nie przyglądać się bliżej modelom postaci i ich animacjom.
Mimo swoich niewątpliwych zalet gra w pierwszej połowie wynudziła mnie koszmarnie - ta część jest jak na mój gust stanowczo przegadana. Wkrótce po ogarnięciu siebie i jakiegoś dobytku trafiamy do miasta, którego (z rozkazu Inkwizycji) nie możemy swobodnie opuścić. Zanim wreszcie uda nam się znaleźć drogę wyjścia mija ładnych kilka godzin, w trakcie których biegamy w kółko tymi samymi uliczkami od NPC do NPC gadając i wykonując kolejne zadania. Pod koniec naprawdę miałam już bardzo szczerą chęć komuś przyłożyć. Komukolwiek. Po zaprowadzeniu porządku w mieścinie i uszczęśliwieniu jej mieszkańców mój kandydat na maga trafił do monastyru, którego... nie mógł przez pewien czas opuścić, otrzymał za to za zadanie zbadanie okoliczności śmierci jednego z uczniów. Ja rozumiem odgrywanie roli, ale to już przesada. Dalej na szczęście było już tylko lepiej, ale w tamtym momencie naprawdę niewiele dzieliło mnie od rzucenia gry w diabły.
Ogółem - nie jest to gra doskonała, ale po przebrnięciu przez pierwszą połowę gry (nabraniu doświadczenia, umiejętności i wyjściu na "szeroki świat") rozwija skrzydła. Nie grałam w serię Gothic (zgniłe pomidory proszę zostawić w najbliższym koszu, dziękuję), ale ponoć pod względem mechaniki jest bardzo podobna - więc miłośników serii powinna zainteresować, a i inni będą się dobrze bawić.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Sudeki - action RPG. Developerzy z niezależnego, brytyjskiego studia zobaczyli jRPG i stwierdzili, że też chcą coś podobnego zmajstrować - jak powiedzieli, tak zrobili. Wyszło im w sumie nawet nie najgorzej, chociaż fabuła jest sztampowa do bólu - zaczynamy jako młody syn utytułowanego generała, chcący udowodnić swoją wartość, w typowym królestwie fantasy. Szybko dołącza do nas trójka towarzyszy i cała drużyna z woli bogów i Przeznaczenia zostaje obdarzona nadludzkimi mocami i wybrana do walki z mrocznym bóstwem, któremu akurat przyszło do głowy wpaść na herbatkę i narobić nieco zamieszania. Tak. Tyle mniej-więcej ma to głębi.
Sama rozgrywka składa się z dwóch podstawowych elementów - wędrówki przez korytarzowe lokacje, rozmów z NPC i rozwiązywania zagadek środowiskowych, oraz starć z przeciwnikami. W tym drugim przypadku sterujemy w czasie rzeczywistym jednym z członków drużyny (między którymi możemy się swobodnie przełączać w dowolnym momencie), za resztę odpowiada AI - na szczęście nawet nie najgorzej jej to idzie. Co ciekawe, w zależności od aktualnie wybranego bohatera styl walki się zmienia. Dwoje z nich walczy wręcz i tu sterowanie przypomina slasher, reszta natomiast preferuje bronie dystansowe (odpowiednio różdżki czarodziejki i pistolety inżyniera) i tu widok przełącza się w tryb pierwszej osoby, a styl rozgrywki przypomina strzelankę.
Ogółem Sudeki to wciągająca i przyjemna, choć mało rozbudowana pod względem mechaniki gra. Strona audiowizualna mimo premiery w 2005 roku nie odstrasza (no, może poza cuscenkami, które zdecydowanie nie wyglądają), choć praca kamery i okazjonalne problemy z kolizjami potrafią być dokuczliwe. Hit to to nie jest, ale miły odmóżdżacz na kilka wieczorów jak najbardziej. Mała uwaga - Yoghurt w recenzji pisał o poważnych problemach technicznych, ja na wersji steamowej niczego takiego nie doświadczyłam.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Żeby mi się materiały do wątku za szybko nie skończyły, do backloga trafia wygrany na Steamgifts Tempest: Pirate Action RPG

Stan obecny: 169.
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Tempest - podtytuł tej gry to "Pirate Action RPG" i o ile piractwa jeszcze trochę się tam znajdzie, o tyle ani akcji, ani RPG już nie za dużo. Ten tytuł to raczej gra pokroju Pirates!, a nie hack & slash ze statkiem zamiast postaci (co było moim pierwszym skojarzeniem po przeczytaniu tytułu).
Kierujemy młodym żeglarzem, który po zmarłym ojcu odziedziczył okręt i trochę gotówki na start. W trakcie pierwszego rejsu, w wyniku bliskiego spotkania z krakenem, tracimy wszystko i budzimy się w pobliskim porcie, mając do dyspozycji najmniejszą łajbę i średnio korzystne widoki na przyszłość. Zemsta na paskudzie za pozbawienie nas ojcowizny będzie naszym głównym celem, ale decyzja, czym zajmiemy się w międzyczasie, należy do nas. W obecnie posiadanej łupince wystarczymy wodnemu potworowi co najwyżej na przystawkę, należy więc zdobyć fundusze na porządny okręt, załogę i uzbrojenie.
Do dyspozycji oddano nam fragment morza, z rozsianymi tu i ówdzie wyspami i zlokalizowanymi na nich portami, należącymi do różnych nacji. W każdym z nich możemy zakupić (i sprzedać) dodatkowe kule armatnie czy towary handlowe, a w niektórych również nowe okręty czy armaty; zatrudnić żeglarzy czy podjąć się wykonania jednego z licznych zadań pobocznych - typu dostarcz coś gdzieś, pokonaj kogoś, dotrzyj w określone miejsce (lub kombinacje powyższych). W fabułę nie ma co się zagłębiać, bo istnieje tylko i wyłącznie po to, żeby jakoś uzasadnić konieczność gnania po raz kolejny na drugi koniec znanego świata.
Przemieszczać się z miejsca na miejsce możemy albo klikając po prostu port docelowy na mapie i patrząc, jak ikonka naszego okrętu tam zmierza, bądź też płynąc tam "ręcznie" - to ostatnie ma swoje zalety, gdyż nie tylko możemy podziwiać okolicę i nasz statek, majestatycznie sunący po falach, ale również zbierać pływające tu i ówdzie skarby oraz wypatrywać potencjalnych celów.
Każdy widoczny okręt możemy zaatakować - choć wpłynie to oczywiście negatywnie na stosunki z frakcją, do której należy. Walka rozgrywa się w czasie rzeczywistym na tym samym ekranie i przebiega podobnie jak w Pirates! - naszym zadaniem jest manewrowanie tak, aby ustawić się do przeciwnika burtą, a następnie oddanie strzału. W zależności od rodzaju używanych kul (zwykłe, kartacze czy pociski z trucizną) niszczony jest kadłub, żagle lub załoga przeciwnika. Cel możemy zatopić (a następnie przejąć część tego, co miał w ładowni) lub dokonać abordażu, by przejąć jego dobra, załogę lub sam okręt. Sam abordaż nie jest na szczęście tylko pojedynkiem, a przypomina prosty RTS, w którym kontrolę mamy tylko nad swoją postacią - i możemy pistoletem i szablą wspomóc załogę w bitwie.
Za zwycięstwa w boju otrzymujemy doświadczenie, które następnie można przeznaczyć na awansowanie członków załogi (dostępnych jest pięć poziomów, każdy kolejny to oczywiście większa skuteczność w przypisanej żeglarzowi roli - obsługa żagli, dział lub walka) lub wykupić niewielkie bonusy dla samej postaci (jak szybsze leczenie załogi czy większa manewrowość statku). Każdy z okrętów dysponuje szeregiem statystyk - jak prędkość maksymalna, liczba dział czy liczebność załogi, ale te można zmienić jedynie wymieniając go na lepszy model (z 8 dostępnych).
Jak dotąd Tempest jawi się jako całkiem przyjemna gra piracka, tym bardziej godna zainteresowania, że gatunek nie jest nadmiernie licznie reprezentowany. Niestety dwie dość poważne wady pogrążają go w moich oczach. Pierwsza, najbardziej istotna - powtarzalność i wynikająca z tego nuda. Przez całą rozgrywkę robimy dokładnie to samo - pływamy od portu do portu, atakujemy okręty, walczymy w ten sam sposób, zatapiamy lub przejmujemy, sprzedajemy co zdobyliśmy, wykonujemy proste questy - i tyle. Gra nie ma w sobie nic, co przyciągnęłoby gracza na dłużej, żadnej tajemnicy do odkrycia, nowych mechanik do spróbowania. Fabuła jest nudna i przewidywalna - istnieje jedynie jako tło rozgrywki, porty różnią się tylko ofertą handlową, a questy jak już wspomniałam to typowy fedex. Gracz przez to nie ma żadnej motywacji do odkrywania nowych lądów i oceanów, bo znajdzie na nich tylko to, co już widział.
Drugą (mniejszą) wadą jest mało wygodny interface i sterowanie, ewidentnie dostosowane do urządzeń mobilnych (gra wyszła też na iOS). Gra potrafi reagować z opóźnieniem na nasze działania, a do niektórych akcji brakuje skrótów klawiszowych (są za to śliczne, olbrzymie przyciski na ekranie).
Na uwagę zasługuje możliwość grania w co-opie (czego osobiście nie próbowałam) - gracze widzą się wówczas wzajemnie na mapie świata i mogą wspólnie uczestniczyć w bitwach morskich - lub też działać zupełnie samodzielnie.
Podsumowując - Tempest to przyjemny na pierwszy rzut oka, ale mocno powtarzalny na dłuższą metę piracki sandbox. Dostajemy mały statek, majaczące gdzieś na horyzoncie główne zadanie i możemy robić, co mamy ochotę - w zakresie ograniczonych możliwości dawanych przez grę. Początkowy urok pirackiego życia szybko zabijany jest przez bezlitosną monotonię.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 168
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Tales of Symphonia - klasyczny jRPG.
Skoro na stronie parę dni temu wylądował już spoiler dzisiejszego wpisu, to pozwolę sobie odesłać Was do mojego tekstu. Za to obrazków żałować nie będę, a co :)

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Sanctum 2 - połączenie FPS z tower defense. Wybieramy jedną z sześciu dostępnych map, jednego z czterech bohaterów, broń boczną (główna jest stała), dobieramy po cztery wieżyczki i perki z puli dostępnych odblokowujących się w miarę postępów w grze i wyruszamy bronić świecących kul przed hordami owadopodobnych obcych. Fabuła pełni tu rolę nawet nie drugorzędną, więc nie ma co się nad nią rozwodzić (grupa najemników dostała zadanie sprawdzenia, co chrobocze w opuszczonym kompleksie badawczym). W przeciwieństwie do Dungeon Defenders gra pozbawiona jest elementów RPG, a ponadto większą niż w w/w tytule rolę pełnią mury i nasz bohater - zasobów starcza przeważnie tylko na kilka wieżyczek, znacznie lepszą drogą do sukcesu jest więc zbudowanie prawdziwego labiryntu i ganianie się po nim z paskudami. Osobiście nie przypadło mi do gustu tak jak DD czy Orcs Must Die, ale pograć, zwłaszcza w co-opie do czterech graczy, jak najbardziej można.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

A żeby backlog przypadkiem nie schudł za szybko, HumbleBundle postanowiło podtuczyć go udostępniając za darmo (wciąż dostępne w momencie pisania tego posta) The Flame in the Flood - które nawet wygląda grywalnie, więc ląduje w backlogu.

Stan obecny: 167
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Viking: Battle for Asgard - gra akcji w TPP. Kierujemy wikingiem Skarinem, którego bogini Freja wybrała do roli przywódcy ludzkości w walce z siłami nieumarłych (i żywych) wyznawców Hel. Biegamy więc po trzech (kolejno) nie za wielkich wyspach, odwiedzając lokacje, wycinając w pień wraże siły i uwalniając towarzyszy zamkniętych w klatkach lub przywiązanych do pali. Po wykonaniu powyższych zadań rozmawiamy z nowym zarządcą danej włości i wykonując prosty quest (coś przynieść lub kogoś zabić) przejmujemy ją pod swoje władanie. Odbijając kolejne lokacje powiększamy stan swojej armii, dzięki której można przejmować większe osady w walnych bitwach. W tym wypadku nasze wojsko zajmuje się jednostkami wroga, my natomiast przebijamy się do kluczowych celów - dowódców. Od czasu do czasu, w miarę zdobywania na wrogu specjalnych run, dane nam będzie również przyzwać smoki, by ciepło przywitać co większe lub lepiej ufortyfikowane grupki.
Gra posiada również płynnie wpleciony w rozgrywkę element skradankowy - Skarin skrada się domyślnie, podchodząc do kogoś od tyłu po cichu można zabić go jednym ciosem. Dopiero po wykryciu naszej obecności przeciwnik skrzykuje kolegów i zaczyna się typowa sieczka. W przeciwieństwie do Brutal Legend (gdzie bitwy pasowały do reszty gry jak pięść do nosa) wszystkie trzy typy rozgrywki (skradanie, slasherowa walka i rtsowe bitwy) idealnie się zazębiają i dobrze ze sobą współgrają.
Rozwój postaci ogranicza się do wykupywania run trzech żywiołów (ognia, lodu i błyskawic) w czterech kolejnych stopniach zaawansowania, dających dodatkowe obrażenia broni (lód dodatkowo chwilowo zamraża) oraz bonusów powiększających maksymalny poziom zdrowia. Punktów i poziomów doświadczenia brak.
Choć Viking: Battle for Asgard arcydziełem na miarę światową może nie jest, to wciąż bardzo przyjemna i odstresowująca gra na kilka wieczorów.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 166
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Warhammer 40,000: Dawn of War - RTS. Kierujemy zespołem Kosmicznych Marines Blood Ravens, którzy usiłują zapobiec inwazji orków na jednej z planet. Jak się szybko okazuje, sprawa zatacza szersze kręgi, gdy na scenę wkraczają wyznawcy Chaosu, inkwizytorzy i potężne artefakty, ukryte na planecie od niepamiętnych czasów.
Szczerze mówiąc fabuła nie jest najmocniejszą stroną gry - choć w miarę rozsądna, jest sztampowa i niespecjalnie rozbudowana. Służy jedynie za spoiwo poszczególnych etapów i jakieś wytłumaczenie naszych działań.
Rozgrywka natomiast to typowa strategia czasu rzeczywistego, z rozbudową bazy, wynajdywaniem nowych ulepszeń i tworzeniem (a raczej zamawianiem) jednostek. W odróżnieniu jednak o takiego Starcrafta, jednostki nie stanowią jednej zbieraniny, a pogrupowane są w oddziały, którym można przydzielić dowódcę i cięższy sprzęt (o ile został wcześniej opracowany) - co umożliwia zarówno dopasowanie armii do naszego stylu gry, jak i specjalizację pomiędzy zespołami. Nie ma również typowych kopalni, z których wydobywamy surowce - ich rolę pełnią punkty strategiczne, których zdobycie i utrzymywanie pozwala na gromadzenie specjalnych punktów, za które wzywamy wsparcie z orbity. W skrócie - solidny i bardzo przyjemny przedstawiciel gatunku, godny polecenia nie tylko miłośnikom uniwersum.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika


2. Pixel Heroes: Byte & Magic - roguelike z elementami RPG. Lądujemy w typowej fantastycznej krainie, w niewielkim miasteczku otoczonym przez lochy i inne leża potworów. Naszym zadaniem jest skrzyknięcie trzyosobowej drużyny w lokalnej tawernie, wycieczka gdzieś, gdzie wyje i straszy i sprawienie, żeby przestało. Oczywiście wyłącznie dla dobra mieszkańców. Sterta skarbów i dóbr wszelakich jest tu oczywiście jedynie dodatkiem.
Mieścina, która stanowi naszą bazę wypadową zawiera wszystko, czego potrzeba nam do szczęścia - wspomniany już wyszynk, kowala chętnego do rozstania się ze swoimi wyrobami za odpowiednią zapłatą, kapłana produkującego po godzinach napoje lecznicze, bibliotekę w której co bardziej czarujący członkowie ekipy mogą zakupić nowe zaklęcia i zwykłych mieszkańców, z których większość prędzej czy później będzie potrzebować bohaterskiego wsparcia.
Jak na gatunek przystało, wiele elementów składających się na naszą przygodę jest generowanych losowo - począwszy od przekroju klasowego bywalców tawerny (losowanie można kilkukrotnie powtarzać), poprzez dostępne zadania (zawsze dwa, kierujące do jednego z trzynastu dostępnych lochów), a na przygodach na mapie świata i oczywiście składzie osobowym przeciwników oraz otrzymanych za ich pokonanie dobrach skończywszy.
Walka z oponentami odbywa się w trybie turowym. W trakcie swojej tury możemy użyć broni lub specjalnej umiejętności (każda z klas ma przypisane dwie, niezmienne) jednej z postaci. Należy przy tym wziąć pod uwagę rodzaj i żywioł zadawanych obrażeń oraz potencjalnie wywoływane statusy (jak obniżenie obrony czy krwawienie) i odporności przeciwnika na to wszystko.
Jak to w rogalikach bywa, śmierć drużyny ma tu charakter permanentny - o ile zwłoki jednego z bohaterów reszta dostarczy do wioskowego kapłana celem wskrzeszenia, o tyle ekipa pokonana w całości otrzymuje już tylko wygodne miejsce na miejscowym cmentarzu i ładny nagrobek - a nam pozostaje jedynie udać się do tawerny po kolejną, bo jakimś cudem śmiałków gotowych ruszyć w nieznane nigdy w niej nie brakuje.
Rogaliki nie są moim ulubionym gatunkiem, wręcz przeciwnie, i Pixel Heroes tego nie zmienił. Być może jestem uprzedzona, ale duża losowość rozgrywki, brak fabuły, monotonia rozgrywki i niewielka swoboda w tworzeniu drużyny (jeśli ktoś dobierze ją inaczej niż tank, dps (najlepiej mag) i lekarz będzie żałował) szybko mnie od gry odrzuciły. Elementem zdecydowanie pozytywnym jest za to humorystyczny klimat i bardzo duża liczba nawiązań do popkultury.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Miało być tak pięknie... backlog sobie stopniowo topniał, widoki na zakończenie projektu gdzieś w tym stuleciu były... a później nastąpił Fanatical i pozamiatał bundlami. Nie wiem nawet, jak i kiedy na moim Steamie wylądowało 14 (!) nowych pozycji. Więc tak... będzie w co grać i może nawet o czym pisać :)

Nabytki:

1. Celestian Tales: Old North
2. Chinese Paladin:Sword and Fairy 6
3. Dragon Sinker
4. Empire of Angels IV
5. World's Dawn
6. The Gate of Firmament
7. Batman: Arkham Origins
8. Injustice: Gods Among Us Ultimate Edition
9. Mad Max
10. ICY: Frostbite Edition
11. Zenith
12. Forward to the Sky
13. The Signal From Tolva
14. Technomancer

Stan obecny: 178.
« Ostatnia zmiana: Lotheneil, 26 maj 2018, 17:54. »
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Mini Metro - gra logiczna, w której mamy za zadanie stworzyć dobrze działający system metra w stale rozwijającym się mieście. Rysujemy połączenia pomiędzy poszczególnymi stacjami, wysyłamy pociągi, doczepiamy kolejne wagoniki, budujemy mosty i tunele. Tylko tyle i aż tyle - wraz ze wzrostem liczby stacji i pasażerów zadanie staje się coraz trudniejsze, a nawet najmniejszy błąd powoduje powstawanie zatorów i może prowadzić do porażki (która następuje, gdy na jakiejś stacji liczba pasażerów przekroczy jej maksymalną przepustowość). Spora liczba różnorodnych map, wymagających dostosowania strategii do lokalnych warunków (np. wyjątkowo rozbudowany system rzeczny, mniejsze niż zwykle wagoniki metra czy duże odległości między niektórymi stacjami) zapobiegają zbyt szybkiemu znudzeniu, chociaż powtarzalność rozgrywki w pewnym momencie daje się jednak odczuć. Ciekawy pomysł, proste założenia i klarowny interface pozwalające na natychmiastowe wdrożenie się w grę są jednak zdecydowanymi zaletami tej niewielkiej, ale wciągającej produkcji.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Hand of Fate - skrzyżowanie gry typu Talisman (w Polsce lepiej znanej jako "Magia i Miecz") z elementami karcianki i walkami niemal żywcem wziętymi z serii Arkham. Zasiadamy do stołu z bliżej nieznanym indywiduum pełniącym rolę krupiera, aby zagrać o swój los - wędrując przez labirynt utworzony z kart spotkań, niebezpieczeństw i przeciwników dokonujemy wyborów sposobu pokonania przeciwności i stawiamy czoła wylosowanym wrogom na specjalnych arenkach.
Naszym głównym zadaniem jest pokonanie dwunastu bossów (reprezentowanych przez figury karciane - waleta, damę i króla w czterech odmianach), aby na koniec stawić czoła ostatecznemu wrogowi (którego natury pozwolę sobie tu nie spoilerować). Odnalezienie i zabicie każdego z nich kończy rozgrywkę, a gracz w zależności od wyników rozgrywki i zdobytych za prawidłowe decyzje tokenów otrzymuje nowe karty, które może umieścić w swojej talii.
Interesujący i nietuzinkowy pomysł, wciągająca rozgrywka, narrator, komentujący nasze dokonania i przyjemna dla oka oprawa graficzna czyni z tej gry produkcję wartą polecenia.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

3. Else Heart.Break() - przygodówka poin&click z otwartym światem. Ponoć ma też elementy RPG i użycia języka programowania, ale do tego nie udało mi się już dobrnąć. Kierujemy Sebastianem, młodym chłopakiem, który otrzymał propozycję pracy (jako akwizytor podłej jakości puszkowanego napoju gazowanego) w nieznanym mu mieście. Wsiadamy więc na prom i wyruszamy w drogę. Po przybyciu na miejsce otrzymujemy namiary na hotel i mętne instrukcje, co robić dalej. To ostatnie będzie stanem permanentnym - to do nas należeć będzie łażenie po całym mieście, odwiedzanie nowych lokacji i szukanie tej jednej interakcji, która popchnie strzępki fabuły do przodu.
Cały problem polega jednak na tym, że poszczególne lokacje są powtarzalne i nudne, a zdecydowana większość rozmów z NPC - bezcelowa i równie mało pasjonująca. Nie mając jasno wytyczonego celu, a często nawet najmniejszej podpowiedzi, co robić dalej skazani jesteśmy na snucie się po okolicy. Brak wyraźnie zarysowanej fabuły sprawia, że to wszystko nie stanowi spójnej całości, a jedynie zlepek przypadkowych konwersacji i miejsc. Po kilku godzinach prób wgryzienia się w to wszystko odpuściłam - rozgrywka jest nudna, powtarzalna i bezcelowa. Może dalej jest lepiej, nie wiem - moja cierpliwość się wyczerpała. Twórcy pokusili się na eksperyment, w celu stworzenia przygodówki innej niż wszystkie. Niestety jak dla mnie jest on zupełnym niewypałem.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

4. Life is Strange - Episode 1. Jak się okazało, mój backlog mnie oszukał - nie mam pełnej wersji, a jedynie darmowy pierwszy epizod. Nie zmienia to faktu, że z przyjemnością się z nim zapoznałam. Gra to przygodówka zbliżona do produkcji studia Telltale, czyli nastawiona na dialogi i trudne wybory (i pokazanie ich późniejszych konsekwencji), a nie szukanie i używanie przedmiotów. Główna bohaterka, Max, odkrywa w sobie zdolność cofania się w czasie na życzenie. W trakcie rozgrywki wykorzystujemy tę umiejętność wielokrotnie do naprawy popełnionych błędów i poznania skutków alternatywnych decyzji. Nie znaczy to bynajmniej, że życie dziewczyny odtąd będzie usłane różami. Bynajmniej - większość sytuacji nie ma jedynie słusznego rozwiązania, a wybory przed nami stawiane są z gatunku "mniejszego zła". Polecam i będę polować na pełną wersję w jakimś bundlu albo chociaż promocji :).

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 174
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. LEGO Harry Potter: Years 5-7 - gra akcji w 3D. Typowa część sporej i ciągle rosnącej serii - biegamy po świecie, rozwalamy co się da zbierając lokalną walutę, rozwiązujemy proste zagadki logiczne i oglądamy cutscenki w formie pantomimy. Nie jestem specjalną miłośniczką Harry'ego Pottera i lekturę serii zakończyłam jakoś na czwartym tomie, więc fabułę dalszych części znam bardzo pobieżnie - a gra bynajmniej nie pomagała w zrozumieniu poszczególnych scen, wyraźnie będąc kierowaną w stronę fanów. Jeśli doda się do tego fakt, że gra cierpi na problemy z wydajnością (częste i losowe spadki FPS bez powodu nawet na sprzętach znacząco przewyższających wymagania - co, jak wynika z lektury recenzji na Steamie nie jest bynajmniej tylko moim problemem), otrzymuje się bardzo przeciętną produkcję, godną zainteresowania jedynie zatwardziałych miłośników serii o brytyjskim czarodzieju i/lub duńskich klocków.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Don't Starve - gra survivalowa w rzucie izometrycznym z charakterystyczną, rysunkowo-kolażową grafiką. Za sprawą nieznanego bliżej mrocznego indywiduum lądujemy na wyspie pełnej niebezpieczeństw i przeciwności. Nasze zadanie jest proste i częściowo zawarte w tytule - nie zginąć z głodu lub zimna i nie dać się pożreć lokalnym przedstawicielom fauny i flory. W tym celu gromadzimy żywność i surowce rzemieślnicze, z których wytwarzamy potrzebne nam przedmioty i budujemy obozowisko, które pozwoli nam przetrwać. Stopniowo też zwiedzamy (proceduralnie generowaną) wyspę, odkrywając jej sekrety i nowe możliwości i interakcje.
Gra jest ciekawa i dość nowatorska, chociaż muszę przyznać, że po początkowym okresie odkrywania nowości, gdy już zgromadzimy zapasy i narzędzia pozwalające przetrwać w głuszy, robi się powtarzalna i nudnawa. Tym niemniej, jeśli ktoś lubi tego typu gry, z pewnością nie będzie zawiedziony, zwłaszcza, że scena moderska jest tu dość ożywiona.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

I żeby za szybko nie było, backlog powiększył się o darmówkę Fortified - która na oko wygląda grywalnie. Zobaczymy w swoim czasie.

Stan obecny: 173
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Plants vs. Zombies: Game of the Year - tower defense, powiedzmy. Siatka pól, agresywne roślinki i wataha zombie, która chce wpaść do naszego domu na kolację. Prosta (choć bynajmniej nie prostacka) casualowa gra, która mimo dziewięciu lat na karku wciąż trzyma się mocno i potrafi bawić - a czasem też dać solidnie w kość. Poza kampanią dostępne są również inne tryby, z których część zbacza w stronę gry logicznej, jak również ogród, w którym sadzimy już jak najbardziej przyjazne otoczeniu kwiaty, dostarczając im wodę i nawóz, a po wyrośnięciu sprzedając z zyskiem. Proste w założeniu i formie, a potrafi wciągnąć na kilka wieczorów - chociaż raczej nie w dłuższych sesjach.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Forward to the Sky - platformówka z elementami gry akcji. Nie mam pojęcia, jakim cudem ta gra dostała "Bardzo pozytywne" recenzje na Steamie. Ja chyba grałam w zupełnie inną produkcję - fabuła trzymająca się kupy jedynie na słowo honoru, wkurzający dzieciak-księżniczka w roli głównej bohaterki, powtarzalna rozgrywka, mało responsywne sterowanie i słaba oprawa audiowizualna. Jedyne, co tę grę ratuje to całkiem ciekawe i różnorodne elementy platformowe i logiczne (bieganie po toczącym się głazie czy fragmenty z niską grawitacją). Tym niemniej nie polecam.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

3. AER Memories of Old - gra eksploracyjna z elementami logicznymi. Gdybym miała z czymś tę grę porównać, to byłoby to RiME - podobna mechanika rozgrywki, klimat i oprawa wizualna. Kierujemy dziewczyną, potrafiącą zamieniać się w ptaka w świecie składającym się z małych, latających wysepek - pomiędzy którymi przemieszczamy się swobodnym lotem w naszej drugiej formie. Zadaniem protagonistki jest znalezienie trzech kluczy do świątyń, a następnie ich otwarcie i przemierzenie. W tle przewijają się strzępki fabuły o Stwórcy, zapomnianych bogach-strażnikach i rosnącej w siłę Pustce, ale szczerze mówiąc nie trafiła do mnie jakoś szczególnie. Ta gra broni się relaksującym klimatem, nastrojową muzyką i możliwością swobodnego lotu (w miarę, świątynie trzeba zwiedzać na własnych nogach). Warte zapoznania się, chociaż ze względu na długość (a raczej krótkość) rozgrywki - 3 godziny w porywach - proponowałabym jednak poczekać na jakiegoś bundla.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

4. Little Farm - casualowa gierka logiczna. Składa się z poziomów przypominających plansze match-3, ale zamiast łączyć kamyki (czy warzywa, jak w tym przypadku), znajdujemy i rysujemy prostokąty, które mają to samo warzywo w każdym z czterech rogów. Pomiędzy planszami trafiamy do sklepu, w którym za zgromadzone pieniądze możemy kupić przedmioty ułatwiające dalszą rozgrywkę. Proste i zaskakująco wciągające - przynajmniej w krótkich seriach, bo na dłuższą metę robi się jednak dość powtarzalne.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

5. Injustice: Gods Among Us - bijatyka z superbohaterami DC. Cóż więcej dodać. Przyznam, że na tym gatunku nie znam się zupełnie, walki z żywymi przeciwnikami, studiowanie klatek poszczególnych ciosów i najlepszych kontr, szlifowanie swoich umiejętności przez lata - to zupełnie nie dla mnie. Jakkolwiek to zabrzmi - przeszłam tę grę (kampanię i tryb Battle dla każdej z 30 postaci) wyłącznie dla fabuły. I dobrze się przy tym bawiłam, bo historia jest całkiem rozbudowana i dopracowana, przynajmniej jak na standardy gatunku.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 168
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. The Signal From Tölva - połączenie FPSa i gry eksploracyjnej. Trafiamy na jakąś zakazaną planetę z zadaniem odkrycia źródła tajemniczego sygnału wysyłanego w eter. Uzbrojeni w karabin i (nieco później) urządzenie do przejmowania kontroli nad plączącymi się po okolicy robotami własnej frakcji, niszczymy roboty przeciwnika, przejmujemy kontrolę nad przekaźnikami pozwalającymi na teleportację pomiędzy nimi oraz nad bunkrami stanowiącymi źródło nowej broni i ekwipunku, a także przeszukujemy oznaczone na mapie konstrukcje w celu odnalezienia anomalii. Po przeskanowaniu tych ostatnich otrzymujemy jakąś notatkę lub fragment komunikatu, z których składamy strzępki fabuły.
Gra jest dość prosta, bez żadnych zaawansowanych mechanik czy rozbudowanej fabuły, ale jak na swoją ubogość wciągająca. Obok produkcji AAA to nawet nie leżało, ale pograć jak najbardziej można.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Faerie Solitaire Remastered - jak sama nazwa wskazuje, coś pasjansopodobnego, z doczepionymi dodatkowymi elementami. Mamy prostą fabułę (nieznany bliżej chłopak otrzymuje magiczną laskę i zadanie uratowania wróżek - zwrot fabuły jest nawet obecny, ale oczywisty niemal od samego początku), rozbudowę własnej wioski, co daje kilka bonusów w trakcie rozgrywki oraz możliwość hodowania zwierzątek wykluwających się ze znalezionych jaj, co pełni już wyłącznie rolę kosmetyczną. Proste, ale całkiem wciągające.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 168

Wobec wyprzedaży steamowej przyjęłam na razie formę przyczajonego tygrysa, ale coś na pewno do backloga trafi :) Na razie mam wstępne plany wobec Tales of Berseria i Darksiders 2, ale może coś innego wpadnie w oko.
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Defend Your Life - tower defense, w którym przejmujemy kontrolę nad systemem obronnym organizmu ludzkiego w starciu z bakteriami i wirusami. Kolejne plansze symbolizują poszczególne narządy, a naszym zadaniem, jak to zwykle bywa, jest stawianie wieżyczek wzdłuż tras przemarszu przeciwników tak, aby pozbyć się ich zanim dolezą do końca i narobią zamieszania. Tematyka i styl graficzny gry przywodzi na myśl stary francuski serial "Było sobie życie". Szkoda jedynie, że wieżyczki mają standardowy, militarystyczny styl, nie starano się ich dopasować do poszczególnych typów białych krwinek. Zdecydowanym plusem produkcji jest rozbudowany system wzmacniania wieżyczek (można to zrobić aż czterokrotnie, co nie tylko zwiększa ich obrażenia i zasięg, ale też nadaje nowych właściwości), wykupowania kolejnych globalnych ulepszeń za zdobywane diamenty i rozwój bohatera, który biegając po całej planszy wspomaga obronę stacjonarną.
Defend Your Life to najlepsza produkcja w gatunku dwuwymiarowych gier typu tower defense w jaką grałam. Polecam.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Nowe nabytki: wspomniane w poprzednim odcinku Tales of Berseria i Darksiders 2 stały się częścią mojej kolekcji, przez co zmiany w backlogu wyszły dodatnie. No cóż - winić Steam za promocje :P

Stan obecny: 169
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Gate of Firmament - chiński RPG, osadzony głęboko w (niestety zupełnie mi nieznanej) mitologii i historii tego kraju (dwójka głównych bohaterów wzorowana jest na rzeczywistych postaciach starożytnych władców).

Nasz protagonista, co dość typowe dla gatunku, zaczyna jako zwykły mieszkaniec wioski ukrytej gdzieś w głuszy. Gdy na osadę napadają bandyci, uprowadzając jego siostrę, a nikt z współmieszkańców jakoś nie kwapi się do pomocy w jej odbiciu, samotnie wyrusza do obozu porywaczy. Tam sprawa dość mocno się komplikuje, a wskutek niefortunnego splotu wydarzeń zmuszony jest wyruszyć w świat z wraz z dwiema spotkanymi w obozie nieznajomymi. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, przyjdzie im przemierzyć spory szmat drogi i zaplątać się w walkę o ratowanie świata przed nadciągającą apokalipsą. Przyznam szczerze, że cała otoczka mitologiczna niespecjalnie do mnie trafiła i dopiero pod koniec gry poukładałam sobie to wszystko jakoś w głowie.

A okazji do zagłębienia się w tę opowieść będzie sporo, bo grę można nazwać wręcz skrzyżowaniem visual novel z RPG - i to z przewagą tego pierwszego gatunku. Rozgrywka w ponad połowie składa się z cutscenek i dialogów, warstwa gameplayowa stanowi jedynie dodatek. Mało rozbudowane i korytarzowe lokacje, prosty system walki (ATB udające slasher w czasie rzeczywistym), podstawowe systemy rozwoju, ekwipunku i craftu. Do tego łapanie potworków, których jednak nie da się trenować, a jedynie użyć do wzmacniania niektórych przedmiotów lub ustawić jako strażnika, dającego w walce dodatkowy atak.

Produkcja nie jest bynajmniej arcydziełem pod względem graficznym - plenery mają swój urok, ale już w miastach wyraźnie widać niedostatki budżetowe - ale przynajmniej nie odstraszy nikogo wymaganiami sprzętowymi. Muzyka za to zdecydowanie jest mocną stroną tytułu - delikatne dźwięki sączące się w tle skomponowane z użyciem chińskich instrumentów, czy utwory wokalne w tym języku budują klimat i są warte słuchania nawet poza grą.

Najgorszym elementem gry jest jednak tłumaczenie - koszmarne, pełne błędów stylistycznych, a miejscami nawet przebijają chińskie "krzaczki". W produkcji w takim stopniu nastawionej na fabułę jest to wada karygodna - co chwila wybija z rytmu nie pozwalając zanurzyć się w opowieści. Kiedy przeczytałam na Steamie, że grałam w wersję już i tak poprawioną pod tym względem, złapałam się za głowę. Gra ponoć wymaga też w nieznanym bliżej celu aktywnego połączenia internetowego (nie da się bez niego zapisać rozgrywki) - osobiście nie stanowiło to dla mnie problemu, bo komputer i tak był online, ale może to być dla niektórych znaczącą niedogodnością.

W skrócie - ciekawa nowinka z mało znanego pod kątem gamedevu kraju, raczej niskobudżetowa i niepozbawiona poważnych wad, mimo to warta poznania.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 168
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
Komp postanowił zacząć wariować i na zeszły weekend wylądował w serwisie - sytuacja już opanowana, ale przez to czasu i możliwości na granie za dużo nie było. Stąd update raczej symboliczny:

1. Suits: A Business RPG - produkt RPGMakera albo zbliżonego narzędzia, z bardzo charakterystyczną, ręcznie rysowaną (dosłownie, ołówkiem), czarno-białą grafiką. Pod względem mechaniki nic interesującego czy odkrywczego. Historia natomiast przedstawia dzieje młodego człowieka u progu kariery, w dystopijnym świecie rządzonym przez korporacje. Podejmując pracę dla jednej z nich, stopniowo zanurzamy się w skorumpowany i amoralny świat.
Gra w założeniu ambitna i dająca do myślenia, ale do mnie specjalnie nie trafiła. Może ze względu na przerysowanie ocierające się o groteskę i tonę nawiązań do popkultury, które, choć zabawne, rozwadniają przekaz, a może poprzez skrajną liniowość i brak chociażby iluzji wyboru - przez cały czas prowadzeni jesteśmy za rękę i tak naprawdę nie mamy możliwości nawet zastanowić się nad podejmowanymi przez nas działaniami, nie widzimy też ich konsekwencji.
W skrócie - prosta gierka na kilka godzin, próbująca (niezbyt skutecznie moim zdaniem) być czymś więcej. Kosztuje niecałe 4 złote, więc miłośnicy produkcji spod znaku RPGMakera jak najbardziej mogą się skusić.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 167
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
1. Darksiders II Deathinitive Edition - gra akcji/slasher TPP. Tym razem kierujemy kolejnym Jeźdźcem Apokalipsy, Śmiercią, który usiłuje wyciągnąć z tarapatów swojego brata, znanego nam już skądinąd Wojnę - fabuły obu części serii toczą się równolegle. Dążąc do wskrzeszenia ludzi, których spotkała całkowita zagłada w wyniku kataklizmów, które spadły na Ziemię, zwiedzimy różnorodne obszary - ruiny pradawnych konstrukcji należących do stojących na krawędzi wyniszczenia rasy Twórców, królestwo zmarłych, zniszczoną Ziemię czy tereny należące do aniołów i demonów. Poza walką nie zabraknie zagadek eksploracyjnych i pokonywania przeszkód w akrobatycznym stylu. Nowością są elementy RPG - Śmierć pokonując przeciwników i wykonując zadania zdobywa doświadczenie, które pozwala na rozwój drzewek umiejętności i wzrost statystyk, modyfikowanych dodatkowo przez system ekwipunku. W miarę rozwoju fabuły otrzymujemy również dostęp do zdolności, które pozwolą na dotarcie do niedostępnych wcześniej miejsc - duchowe ramię, do chwytania przedmiotów czy łapania się zaczepów, zdolność aktywacji portali czy podziału swojej duszy na dwie niezależnie funkcjonujące istoty.

Pierwszą część Darksiders wspominam bardzo ciepło. W kontynuacji dostałam więcej tego samego - w jeszcze lepszym stylu. Zróżnicowane wizualnie lokacje, dynamiczna walka i zagadki, których poziom trudności jest dla mnie idealnie wyważony - wystarczająco, aby dawać satysfakcję z ich rozwiązywania, ale jednocześnie nie powodując frustrującego "zacięcia się". Do tego Śmierć jest postacią niezwykle zwinną, walka jest więc bardzo dynamiczna, nastawiona na szybkie ataki i uniki, a we fragmentach platformowych nie zabraknie biegania po ścianach i dosłownego latania w powietrzu pomiędzy zawieszonymi na suficie hakami. Jeśli doda się do tego elementy rozwoju postaci otrzymujemy bardzo interesującą mieszankę, którą polecam wszystkim miłośnikom gatunku.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Przybyło: Chrono.gg skusiło mnie Monster Slayers. Zobaczymy, na ile toto grywalne.

Stan obecny bez zmian: 167.
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 314
Dzisiaj będzie krótko - upał za oknem i ugotowany mózg nie ułatwiają myślenia.

1. Aquaria - metroidvania pod wodą. Klasyczny przedstawiciel gatunku, z dużym obszarem do zwiedzania, nowymi mocami pozwalającymi na dotarcie do wcześniej niedostępnych fragmentów mapy, znajdźkami do wyszukiwania i zbierania i bossami do ubicia. Do tego dochodzi estetyczna oprawa graficzna oraz różnorodna i przyjemna dla ucha muzyka. Fabuła akurat nie jest najmocniejszą stroną produkcji - główna bohaterka, Naija, pewnego dnia napotyka na swojej drodze nieznaną istotę, w kontakcie z którą doznaje wizji. To zdarzenie popycha ją do wędrówki mającej na celu poznanie losów dawnych mieszkańców okolicznych wód oraz własnej przeszłości.
W skrócie - jeśli ktoś lubi metroidvanię, Aquaria powinna mu się spodobać.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 166.

Strona: « < ... 2 3 4 5 6 7 >

Forum JRK's RPGs działa pod kontrolą UseBB 1