Castlevania: Symphony of The Night

Akumajo Dracula X: Gekka no Yasoukyoku (JAP)
Wydania
1997()
1997()
Ogólnie
1997, Symphony of the night to świetny action-RPG i chyba najlepsza dotąd stworzona platformówka 2D. Polecam, chyba że ktoś nie trawi całego podgatunku action-cRPG, wtedy ciągła walka go zmęczy.
Widok
Rzut boczny, platformówkowy.
Walka
Czas rzeczywisty, zręcznościówka.

RECENZJA

Dziś będę miał podwójną przyjemność z opisywania gry. Dlaczego podwójną? Bo opisywana gra należy do dwóch gatunków, które bardzo lubię. Po pierwsze jest to rasowy cRPG, co oznacza, że mamy mnóstwo walki, rozwijania statystyki i zdobywania nowych, coraz potężniejszych przedmiotów. Po drugie ta gra to klasyczna platformówka z dwuwymiarową grafiką, nie zabraknie więc przeskakiwania z platformy na platformę.

Gra jest zaledwie jedną z części wielkiej sagi Castlevania - serii gier opowiadających o zmaganiach rodu Belmontów - łowców wampirów- z księciem Draculą. Prawie każda gra z tej serii dzieje się w wielkim zamczysku hrabiego Draculi, gdzieś tam w Transylwanii, a może już w innym wymiarze... mniejsza z tym gdzie. Ważne, że przemierzamy zawsze setki komnat gigantycznej posiadłości, aby w końcu stoczyć walkę z Lordem Krwiopijcą i na kilka(naście, set) lat uwolnić ludzkość od widma wyssania czerwonej cieczy :)

Tym razem gra zaczyna się dziwnie, trochę jak sequel filmu, streszczający na początku co stało się poprzednio. Zostajemy przeniesieni do roku 1792, do finału gry Castlevania: Bloodlines. Przejmujemy kontrolę nad Richterem Belmontem, aktualnym dzierżcą bicza i krucyfiksu. Toczymy krótki pojedynek z Draculą. W tym miejscu podpowiem, że jego wynik - to jak efektywnie poradzimy sobie z Draculą ma wpływ na nasze statystyki w przyszłej grze... w każdym razie po tej walce obraz się urywa i dowiadujemy się, że Richter równo na 4 lata po zwycięstwie nad księciem Ciemności zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziwnym trafem w Transylwanii znów materializuje się feralny zamek pana wampirów. Na poszukiwania Richtera wyrusza jego znajoma - Maria Renard. Ale nie tylko ona...

No właśnie, bohaterem właściwej gry nie będzie Richter B. Tym razem pokierujemy spotykanym już w poprzednich częściach gry - ale zawsze jako NPC- synem samego Draculi - białowłosym Alucardem. Jest on bohaterem dużo ciekawszym niż członkowie klanu Belmontów, bowiem jest na poły człowiekiem, na poły wampirem. Po pierwsze nie musi walczyć batem jak Belmontowie, po drugie może używać wielu mocy wampirzych - np. zamiany w nietoperza, wilka czy mgłę. Za zabijanie przeciwników dostaje doświadczenie, od czasu od czasu znajduje artefakty, które pozwalają mu nabyć nowe moce - np. podwójny skok, czy identyfikację nazw potworów. Jest tego bardzo dużo i podobnie jak w innych tego typu grach, właśnie te umiejętności otwierają drogę do nowych sekcji zamczyska.

Grafika jest piękna. To chyba najlepsze, co można zrobić w tradycyjnej dwuwymiarowej aranżacji. Żadna z późniejszych części tej serii nie dorówna grafiką Symphony of the night - tytuły na GBA to zaledwie marna namiastka. Przekona się o tym każdy, kto zagra w ten dość stary już (1997) tytuł na PSX. Ogrom pracy przy tworzeniu sprajtów i rysowaniu tła po prostu rzuca się w oczy. Tak ładnych plenerów w 2D nie widziałem chyba nigdzie indziej, no może za wyjątkiem Valkyrie Profile. W całej grze brzydko prezentuje się jedynie ekran statystyk i ekwipunku, ale na szczęście oglądamy go tylko przez krótkie chwilę, gdy zmieniamy uzbrojenie prowadzonej postaci.

Fani gier z serii Castlevania przyzwyczaili się już do dobrej, nastrojowej muzyki. I soundtrack do Castlevania : SotN został zrobiony iście po mistrzowsku. W różnych częściach zamku pobrzmiewa nam wspaniała symfoniczna muzyka, z sekcją smyczkowa, czy też klasycznymi organami. Brzmi to pięknie, po prostu poraża zmysł słuchu. Dźwięk na tle muzyki brzmi po prostu... zwyczajnie.

Gra jest długa - znacznie dłuższa niż inne tytuły na GBA. Nie jest za to wcale trudniejsza - zawsze możemy ułatwić sobie zadanie podbijając "levele" postaci na zabijaniu przeciwników, a idzie to tutaj znacznie szybciej niż np. w Circle of the Moon. Przeciwników jest dużo, co kilka sekcji spotykamy bossa. Wszyscy bossowie są pięknie dopracowani i często zajmują nie tylko cały, ale i po kilka ekranów. Efekty zaklęć czy ciosów specjalnych wykorzystują zwykle siłę PSX-a, w konfrontacji z płynnym scrollingiem i walorami artystycznymi wyglądają obłędnie. Ustępują chyba tylko Valkyrie Profile.

Gdy przejdziemy pierwszy, wielki zamek, czeka nas drugi, równie olbrzymi. W międzyczasie spotkamy wielokrotnie innych NPC odwiedzających posiadłość Draculi. Poza tradycyjną już dla serii Śmiercią, napotkamy także poszukującą Richtera Marię Renard, czy starego Bibliotekarza, który w zamian za gratyfikację finansową sprzeda nam sporo ciekawych rzeczy: bronie, zbroje, informacje o przeciwnikach czy przedmioty innej użyteczności (np. klucze). Niestety, jak to w action RPG, dialogów zaledwie wysłuchamy. Nasz wpływ na fabułę jest bardzo niewielki. Rekompensuje to natomiast swoboda zwiedzania zamku.

W kwestii statystyk żadnych ciekawostek, mamy tradycyjne HP (punkty życia), MP (punkty czarów) oraz serduszka, odpowiadające za używanie przedmiotów specjalnych oraz niektórych umiejętności.

W ekwipunku niespotykanym (w platformówkach, należy dodać) - jest mnogość "slotów" do wypełnienia. Castlevania pozwala nam używać przedmiotów w obu rękach- mogą to być np. dwa miecze, albo bardziej tradycyjnie - miecz + tarcza. Jest też zbroja, nakrycie głowy i płaszcz. Zmiany widzimy na figurce Alucarda tylko częściowo - poznamy np. kolor płaszcza i broń, ale zbroje zawsze prezentują się tak samo. Ponadto można też nosić inne przedmioty, np. laski dynamitu... poza tym używać możemy czarów, które wywołujemy kombinacjami klawiszy. W czasie gry zdobędziemy też tzw. "chowańca" - pomocnego stworka, który będzie za nami latał, pomagał w walce czy otwieraniu drzwi. Dodam tylko, że chowańców jest kilka typów i awansują w doświadczeniu wraz z bohaterem.

Podsumowując powiem dziś wyjątkowo krótko: Symphony of the night to świetny action-RPG i chyba najlepsza dotąd stworzona platformówka 2D. Polecam, chyba że ktoś nie trawi całego podgatunku action-cRPG, wtedy ciągła walka go zmęczy.

PLUSY: Grafika, świetna dynamika, wyrazisty bohater
MINUSY: Brak tu prawie NPC, mało dialogów

Moja ocena: 5/5


Obrazki z gry:

Dodane: 10.06.2003, zmiany: 21.11.2013


Komentarze:

Hmm, tej nowej konsoli z pierwszego komenta to nie znam :P


[Venra @ 07.02.2014, 20:05]

Szaraka... Durny autosłownik...


[MrRzepa @ 05.02.2014, 11:07]

A w PALu jedna z najdroższych gier na szatana...


[MrRzepa @ 05.02.2014, 11:06]

Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.