Arc The Lad

Arc The Lad Collection (USA)
Wydania
1995()
2001()
Ogólnie
- angielska wersja wydana w zestawie Arc The Lad Collecction. Japońska wersja ma już kilka lat (co widać np. po grafice). Gra to strategiczny rpg- czyli sporo walk, sporo gadania, a mało bezproduktywnego łażenia po świecie :)
Widok
izometr
Walka
strategia turowa

RECENZJA

Arc the Lad został wydany w Japonii w 1995 roku jako jedno z pierwszych taktycznych jRPG na Playstation, dając początek długiej, ale słabo znanej poza krajem kwitnącej wiśni serii. Trudno jednak dziwić się, skoro gra zadebiutowała w USA dopiero po kilku latach (już jako trylogia pod tytułem Arc the Lad Collection). Warto na wstępie wspomnieć kilka ważnych dat związanych jeszcze z Super Nintendo: 1994 - premiera Final Fantasy VI, 1995 - na rynku ukazuje się Chrono Trigger, 1996 - początek serii Star Ocean. Dlaczego wymieniam te tytuły? Otóż na ich tle pierwsza część przygód Arca prezentuje się nadzwyczaj skromnie - przede wszystkim jeśli chodzi o fabułę, długość, złożoność i rozmach rozgrywki. Jeśli zaś zestawimy Arca z najlepszymi pozycjami z Playstation, tzn. kolejnymi odsłonami serii Final Fantasy lub Suikoden, Chrono Crossem czy Xenogears, trudno uwierzyć, że mówimy o grach na tę samą konsolę. Jest jednak coś, co sprawia, że od Arca trudno się oderwać - ogromna grywalność - i dlatego warto zapoznać się z tym tytułem.

Fabuła rozpoczyna się w banalny sposób i taka pozostaje już do samego końca. Kukuru, należąca do starożytnego rodu, strzegącego świętego płomienia, ulega namowom pewnego bliżej niezidentyfikowanego osobnika, najprawdopodobniej burmistrza swojej wioski, do zaprzestania czynienia swej powinności. Od tego momentu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, np. pojawiają się potwory lub ogromne śnieżyce. Właśnie taka wielka zamieć sprawia, że Arc, syn zaginionego wojownika, postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o zaistniałej sytuacji i zaprowadzić porządek na świecie. Na swojej drodze spotyka Kukuru, która, jak się okazuje, zdała już sobie sprawę z popełnionego błędu. Bohaterowie łączą siły. Arcowi udaje się zapalić płomień raz jeszcze, dzięki czemu trafia na dwór królewski już jako słynny wojownik. Na potwierdzenie swojego męstwa Arc zostaje wysłany z misją wsparcia królewskiego oddziału w walce z potworami, podczas której poznaje tchórzliwego żołnierza Poco, kolejnego kompana podróży. I tak zaczyna się długa... hm, wyjątkowo krótka przygoda.
W warstwie fabularnej nie obędzie się bez wybiegów stale stosowanych przez Japończyków w tego typu produkcjach. Nie zabraknie więc tajemniczej, niestety w tym wypadku szybko rozwikłanej przeszłości głównego bohatera, nagłych, choć niekoniecznie emocjonujących zwrotów akcji oraz skrycie knutych, lecz ani trochę nie zaskakujących intryg na dworze królewskim. Najważniejszym punktem będzie jednak zebranie pięciu magicznych kamieni żywiołów. Wszystko to już widzieliśmy wielokrotnie, na dodatek nieraz podane w dużo ciekawszej formie.
Najbardziej zaskakuje fakt, że większość rozpoczętych w grze wątków nie zostaje rozwikłana. Dowiadujemy się o zapoczątkowanej przez ludzi dewastacji świata, o pięciu potężnych duchach reprezentujących żywioły, gdzieniegdzie pojawia się Andel, minister na dworze królewskim, reprezentujący bliżej nieznanego złego (można się jedynie domyślać, że chodzi o niejakiego The Dark One, głównego wroga w Arc the Lad 2 oraz Arc the Lad 3), co jakiś czas przeczytamy co nieco o tajemniczej przepowiedni, ale historia nie zostaje opowiedziana do końca. W pewnym momencie akcja zostaje przerwana i do czytnika należy włożyć płytkę z napisem Arc the Lad 2, konwertując zapisany stan gry z pierwszej części.
Warto wspomnieć o potencjalnie mocnym punkcie gry, czyli ciężkim klimacie science fiction. Potencjalnie, ponieważ nie został on należycie wykorzystany. Zniszczenie miasta za pomocą promienia z nieba, tajne eksperymenty naukowe, latające maszyny, broń palna z karabinami na czele - to tylko kilka z co ciekawszych pomysłów, które znalazły się w Arcu, jednak bez jakiegokolwiek wpływu na przygodę.

Na szczęście same postacie, jakimi przyjdzie nam sterować, zaliczyć można do całkiem ciekawych. Zastrzegam jednak, że nie warto liczyć na oryginalne pomysły, gdyż łatwo o kolejne rozczarowanie. Bohaterowie są więc bardzo stereotypowi, ale mimo to budzą pozytywne emocje: sympatyczny wojownik Arc, wątła i raczej mało przydatna kapłanka Kukuru, prawie w ogóle niewykorzystywany bard Poco, zabójczy dla wrogów samuraj Tosh (moja ulubiona postać), żyjący kilka tysięcy lat mag Gogen, prawie bezużyteczny dla rozgrywki przywoływacz potworów Chongara (tym razem monstra są nie tyle przywoływane, co po prostu wypadają z magicznego garnka Chongary) oraz mistrz sztuk walki Iga (drugi ulubieniec). Wszystkie postacie zaprojektowane zostały interesująco, doczekały się swojej skromnej historii oraz posiadają szereg mniej lub bardziej użytecznych zdolności specjalnych. Niestety, większości bohaterów nie uda nam się w pełni wykorzystać. Najsprawniej na kolejne poziomy doświadczenia awansują Arc oraz Tosh, czyli po prostu wojownicy. Szybko okazuje się, że ta dwójka błyskawicznie odskakuje reszcie drużyny i właściwie nie ma sensu używanie podczas walki pozostałych członków drużyny. Właściwie sam Arc wystarcza do bezstresowego pokonywania większości przeciwników. Długotrwałe trenowanie wszystkich postaci jest więc bezzasadne. Fakt ten należy uznać za spore niedopatrzenie ze strony twórców.
Co więcej, gra nie posiada głównego, ostatecznego bossa z prawdziwego zdarzenia. Jeśli więc ktoś oczekuje długiej walki z mocarnym przeciwnikiem w kilku coraz silniejszych formach, wymagającej cierpliwości oraz skrzętnie wytrenowanej drużyny, srogo się zawiedzie.

Jak już wspomniałem, Arc the Lad jest grą bardzo krótką. Na jej ukończenie potrzeba maksymalnie dwóch dni. Sytuację ratują dodatkowe zadania: turniej sztuk walki (tysiąc nudnych sparingów), trening na dziedzińcu świątyni (kilkanaście całkiem ciekawych walk, ale tylko przy niskich poziomach doświadczenia drużyny) oraz główna atrakcja - pięćdziesięciopoziomowe lochy, wypchane po brzegi potworami i kilkunastoma przydatnymi przedmiotami. Lochy, przyznaję, wciągnęły mnie. Było to jedyne tak długie poboczne zadanie w jRPG w ogóle, na wykonanie którego nie dość, że starczyło mi cierpliwości, to jeszcze wcale się przy tym nie nudziłem.

Myślę, że nie ma sensu rozpisywać się na temat walki samej w sobie. Arc jest typowym przedstawicielem taktycznych jRPG, posiadając wszystkie charakterystyczne dla tego gatunku elementy, aczkolwiek w stosunkowo skromnej formie.
Do plusów z pewnością należy zaliczyć duże mapy oraz wyjątkowo przyjazne sterowanie. Cała reszta to minusy. Niski poziom trudności, niewielka ilość umiejętności, zaledwie sześćdziesiąt poziomów doświadczenia do zdobycia, brak możliwości jakiejkolwiek ingerencji w niezwykle skromny rozwój postaci, brak wyraźnie zaznaczonych klas postaci, zaskakująco mało rodzajów przeciwników (różnią się głównie kolorami).
Ekwipunek również nie jest mocnym punktem gry. Powiem więcej - pojawia się jedynie w szczątkowej formie. Każda postać posiada cztery sloty na dowolny przedmiot (miecz, tarcza, książka, opaska i inne) poprawiający statystyki (10% zwiększony atak, 30% zwiększona obrona, wzrost HP, wzrost odporności na ogień itp.), których zresztą i tak znajdziemy niewiele. Nie uświadczymy natomiast sklepów, ulepszania zbroi, kupowania nowych mieczy i sztyletów, co oczywiście bardzo negatywnie zaskakuje. Wydaje mi się, że większość tytułów wydanych na leciwe Super Nintendo oferowało już taką możliwość.

Sama rozgrywka polega na przeskakiwaniu z walki do walki. Brakuje możliwości chodzenia po świecie, miasta są praktycznie niedostępne do zwiedzania, zaś jedyną odskocznię od fabuły stanowią wspomniane zadania dodatkowe.

Sporo ponarzekałem, a wypadałoby wspomnieć wreszcie o największej zalecie Arca. Mowa o olbrzymiej wprost grywalności, która nie pozwala oderwać się od konsoli do momentu zobaczenia napisów końcowych. Trudno wytłumaczyć ten fakt, ale przy rzeczonym tytule, mimo wszystkich jego wad, naprawdę można bawić się doskonale.

Oprawę również należy zaliczyć do mocnych punktów. Nawet dzisiaj prezentuje się ona przyzwoicie. Grafika przypomina Super Nintendo, ale przewaga Playstation została już nieznacznie podkreślona. Mógłbym przyczepić się jedynie do małej różnorodności w wykonaniu przeciwników i map, a także raczej skromnych efektów czarów. Należy jednak wziąć pod uwagę rok wydania gry - na najefektowniejszą grafikę na Playstation miał dopiero przyjść czas.
Muzyka prezentuje się zaskakująco dobrze, choć nie należy spodziewać się ścieżki dźwiękowej na miarę Chrono Cross, Xenogears czy Final Fantasy.

Arc the Lad, mimo iż wydany na Playstation, prawie pod każdym względem stanowi krok w tył w porównaniu z najlepszymi tytułami z Super Nintendo. Urywająca się w połowie rozgrywki, nudna i niezbyt oryginalna fabuła, niski poziom trudności, maksymalne uproszczenie elementów typowych dla jRPG - to największe wady Arca, wpływające na tak niską ocenę. Polecam jedynie zaciekłym fanom gatunku.

Moja ocena: 5/10


RECENZJA

Arc The Lad jest grą, którą dane mi było w ostatnim czasie skończyć. Japońska wersja była pierwszą grą rpg wydaną przez Sony na konsolę Playstation. Developerem gry jest firma G-Craft, która jest odpowiedzialna również za Front Mission na Super Nintendo. Arc The Lad został wydany w roku 1995. Gra nie ukazała się poza Japonią, aż do 18 kwietnia 2002 roku, kiedy to wszystkie trzy części gry zostały przetłumaczone i wydane razem jako Arc The Lad Collection. Jako bonus dołączono też jeden CD z filmem "Making of Arc", traktującym o powstawaniu tej unikatowej gry.

Fabuła:
Gra zaczyna się od wyruszenia bohaterskiego młodzieńca imieniem Arc w podróż śladami ojca, który wyruszył ratować świat 10 lat temu i słuch o nim zaginął. Tymczasem płonący na pobliskim szczycie płomień zostaje przygaszony i zaczynają pojawiać się w dużych ilościach różnego rodzaju potwory. Arc wyrusza więc, aby rozpalić płomień ponownie. Udaje mu się to i przy okazji dostaje tajemną moc od Strażnika. Przygoda dopiero się zaczęła... Będzie ona pełna spisku i zwrotów akcji.

Rozgrywka:
Jak to często bywa w innych strategicznych rpg, największy nacisk położono na walki. Nie ma tutaj swobodnego chodzenia po mapie świata, ani kupowania przedmiotów lub oręża w sklepach. Wszystkie przedmioty zdobywamy pokonując przeciwników. Chodzimy z miejsca na miejsce, a fabuła automatycznie rozwija się dalej. Nie ma więc chodzenia po labiryntach, czy podziemiach. Najwięcej czasu spędzimy tu na walkach.

Jeśli o nich mowa, sposób walki jest podobny do tego z Front Mission. Ustawiamy postać na jednym z pól, na których możemy stanąć, a następnie wybieramy atak o odpowiedniej sile i zasięgu, korzystamy z przedmiotów lub magii. System rozdzielania doświadczenia jest dosyć ciekawy. Punkty doświadczenia dostajemy za zadanie obrażeń przeciwnikowi, odniesienie obrażeń lub użycie magii. Postacie, które nic nie robią nie dostaną ani jednego punktu. System magii jest równie ciekawy. Z czasem stare zaklęcia zyskują na sile i zasięgu, ale także pobierają więcej MP. Pewną trudnością jest brak eliksiru do regeneracji MP. Innymi słowami, lepiej nie nadużywać czarów i technik. Ciekawostką jest też to, że postacie levelują w górę nie po skończonej walce, ale w jej trakcie.

Nie musimy się też martwić o leczenie/ wskrzeszanie postaci. Po wygranej bitwie odzyskujemy pełne HP i MP oraz wszystkie postacie. Natomiast ekwipunek niektórzy mogą nazwać ubogim - mamy do dyspozycji 4 sloty, do których możemy włożyć różnego rodzaju dodatki.
Poziom trudności jest nieco powyżej przeciętnej. Gra często zmuszała mnie do restartowania do ostatniego save'a. Chwilami wystarczył jeden błąd i przegrywałem bitwę. Jednak sama gra jest trochę przykrótka, udało mi się ją przejść w 12 godzin.

Grafika:
Widok w grze to standardowy rzut izometryczny. Postacie są 2D, ale są bardzo starannie narysowane i dobrze animowane. Od razu widać po nich kiedy jest z nimi krucho. Każdy wróg znika w inny sposób. Jeden rozmywa się, inny z kolei przewraca itd. Animacje technik i czarów są też dosyć efektowne. Grafika tworzy naprawdę fajny klimat. Gra zawiera także pewną ilość wstawek filmowych, które są całkiem dobrze dobrane.

Dźwięk:
Postacie posiadają wiele krzyków bitewnych. Rzadko zdarza się, aby powtarzały się one w trakcie walki. Głosy są dobrze dobrane do postaci i aż miło ich posłuchać. Muzyka reprezentuje wysoki poziom i naprawdę wpada w ucho. Utworów co prawda nie jest dużo, ale nie nużą i pięknie współbudują klimat gry.

Ocena:
+ ciekawy system walki i magii
+ ładna grafika 2D
+ klimatyczna muzyka
+ dużo krzyków bitewnych

- chwilami frustrujące walki
- ograniczony ekwipunek i ilość przedmiotów
- zdecydowanie za krótka

2 3.5

Obrazki z gry:

Dodane: 23.07.2002, zmiany: 21.11.2013


Dodaj komentarz:

Pytanie kontrolne: kto tu rządzi?




Aby być podpisanym wlasnym nickiem, zarejestruj i zaloguj się na forum.