Forum JRK's RPGs

Encyklopedia galaktyczna gier cRPG

Z otchłani backloga - czyli Lotheneil vs. efekty steamowych szaleństw zakupowych

Strona: « < ... 2 3 4 5 6

Autor Post
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 297
1. Quest for Infamy - przygodówka z elementami RPG. Jak sama nazwa wskazuje, gra silnie inspirowana serią Quest for Glory. Głównego bohatera, ucieleśnienie cnót wszelakich, poznajemy, gdy przyłapany na małym tete-a-tete z baronówną ucieka przez okno przed ojcem niewiasty. Dzięki uprzejmości pewnego rolnika, zabiera się na wozie pełnym słomy do pobliskiej mieściny. Tu dowiaduje się, że jedyny most prowadzący w stronę cywilizacji właśnie się zawalił, a na jego odbudowanie trzeba będzie poczekać. Nie mogąc wrócić skąd przybył, postanawia pokorzystać nieco z uroków wiejskiego życia. Z wrodzonym sobie jednak szczęściem wkrótce wplątuje się w lokalne problemy - od agresywnego moczymordy począwszy, a na mrocznym kulcie poszukującym artefaktu dającego mu olbrzymią moc skończywszy.
Okolica, po której przyjdzie nam się poruszać (wioska, do której trafiliśmy, pobliskie miasto portowe, lasy, pola, cmentarz, nawet kopalnia krasnoludów się znajdzie) składa się z siatki połączonych ze sobą niewielkich lokacji (przeważnie mieszczących się na jednym ekranie). Większość czasu spędzamy na eksploracji, gromadząc przedmioty i używając ich w odpowiednich miejscach, jak również rozmawiając z miejscowymi i rozwiązując zagadki.
Gra niepozbawiona jest jednak elementów RPG. Wkrótce po rozpoczęciu rozgrywki wybieramy jedną z trzech klas postaci - bandyta, złodziej lub uczeń czarodzieja. W zależności od dokonanego wyboru zarówno niektóre stawiane przed nami zadania, jak i sposób pokonywania stających nam na drodze przeciwności się zmieniają - na przykład złodziej otworzy zamknięte drzwi wytrychem, a mag użyje zaklęcia, którego jednak wcześniej będzie musiał się nauczyć. Nawet niektóre lokacje są dostępne jedynie dla przedstawiciela określonej klasy. Aby więc poznać tę grę w pełni, należy ukończyć ją trzykrotnie.
Gra nie oferuje statystyk w rodzaju poziomu postaci, siły czy zręczności, a liczba punktów życia jest niezmienna. Nasz bohater charakteryzowany jest za to poziomem zaawansowania w szeregu umiejętności, wykorzystywanych zarówno w eksploracji, jak i walce - jak skradanie się, wspinanie, blok czy moc magiczna, rosnących w miarę używania.
Właśnie, walka - od czasu do czasu, w czasie wędrowania po bezdrożach atakuje nas coś agresywnego. Przenosimy się wówczas na osobny ekran, w którym w systemie zbliżonym do ATB toczymy pojedynek z przeciwnikiem. Możemy użyć jednego z trzech ciosów mieczem, bloku (odnawiającego również życie), jednego z czterech czarów (jeśli wybraliśmy ścieżkę maga i zdążyliśmy się ich nauczyć), napoju leczącego lub wycofać na z góry upatrzone pozycje. Skuteczność naszych działań zależy wprost od poziomu umiejętności.
Jak wskazuje tytuł gry, w przeciwieństwie do pierwowzoru, nasz bohater nie jest bynajmniej nieskazitelnym herosem w lśniącej zbroi - przeciwnie, choć niepozbawiony empatii, generalnie dba wyłącznie o własne interesy i nie przejmuje się specjalnie takimi drobiazgami jak moralność, a tym bardziej prawo. W trakcie rozgrywki przyjdzie nam więc dokonywać czynów, o których bardowie przeważnie milczą w swych pieśniach.
Na uwagę zasługuje również postać narratora, w sposób mocno humorystyczny komentującego nasze co mniej inteligentne poczynania (choć humor ten jest często nieco niższych lotów), jak również oprawa dźwiękowa - różnorodne i wpadające w ucho melodie towarzyszące naszym wędrówkom po poszczególnych częściach doliny czy w pełni udźwiękowione wypowiedzi postaci. Pod względem graficznym również nie mam wiele do zarzucenia - choć stylistyka retro generalnie nie należy do moich ulubionych, ręczne rysowane, malownicze tła mnie urzekły. Problem rozmazanej czcionki dał się też na szczęście rozwiązać poprzez zmniejszenie rozmiaru okna, w jakim uruchomiłam grę (bo na szczęście opcja ta jest dostępna, ucz się, Lone Survivor).
Głównymi wadami produkcji jest konieczność wielokrotnego przemierzania tych samych lokacji na drodze do potrzebnych nam miejsc (mapa częściowo pomaga, ale nie całkowicie) oraz nieoznaczone i często trudne do znalezienia przejścia pomiędzy niektórymi z nich (naprawdę, czasem trzeba trafić dosłownie w piksel, żeby przejście się aktywowało). Duża liczba walk przy bardzo prostym systemie szybko nuży, ale na szczęście łatwo da się ich uniknąć - jeśli wystarczająco szybko dotrzemy do wyjścia, przeciwnik nas nie ruszy. Gra jest również dość trudna (co może być zarówno wadą jak i zaletą) - stawia przed nami zadania, ale bynajmniej nie prowadzi za rękę. Informacje niezbędne do rozwiązania niektórych zagadek bywają skrzętnie ukryte w zupełnie innym miejscu świata i natrafiamy na nie znacznie wcześniej, niż są faktycznie potrzebne - ja, przyznam szczerze, bez solucji nie dałam rady.
Ogółem: bardzo przyjemna pozycja dla miłośników serii Quest for Glory czy przygodówek point&click, chociaż akurat RPG bym się tu nie doszukiwała. Interesująca i wciągająca, choć dość trudna produkcja w staroszkolnym stylu.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Żeby backlog przypadkiem nie schudł, dołącza do niego zakupiony za czypięćdziesiąt Fallout 3 GOTY. Więc stan obecny bez zmian.

Stan obecny: 170.
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 297
1. Risen - cRPG. Lądujemy jako rozbitek z zatopionego statku na nieznanej nam wcześniej wyspie. Jak się szybko okazuje, nie jest ona bynajmniej bezludna, wręcz przeciwnie - z racji wyrastających dosłownie spod ziemi ruin starożytnych budowli (pełnych skarbów i obdarzonych mocą artefaktów), stanowi obiekt zainteresowania nie tylko wszelkiej maści poszukiwaczy skarbów, lecz również Inkwizycji - potężnej organizacji religijnej, która przybyła na wyspę, zajęła pobliskie miasto portowe wyganiając z niego poprzedniego włodarza (niejakiego Dona Estebana) i prowadzi własne wykopki. W tło wtapia się jeszcze zagrożenie nadciągającą zagładą świata. W tym całym kotle musimy się jakoś odnaleźć - dobierając sobie sojuszników piąć się po szczeblach socjalnej hierarchii, aby ostatecznie (nie sądzę, aby ta wiadomość zaskoczyła kogokolwiek) zapobiec apokalipsie.
A sama okolica również nie należy do przyjaznych - na początku zabić nas może byle przerośnięte ptaszydło, a i w dalszym przebiegu rozgrywki otoczenie przez watahę wilków nieraz kończy się tragicznie. Ta gra jest wymagająca, momentami nawet bardzo - a i tak grałam najprawdopodobniej najłatwiejszą ścieżką - czyli magiem. O prowadzeniu postaci walczącej wręcz wolę nawet nie myśleć. Jednocześnie jak mało który erpeg Risen daje satysfakcję z rozwoju bohatera, wyraźnie czuć jego wzrastającą moc - to piękne uczucie, gdy smaży się dwoma strzałami przeciwnika, który jeszcze kilka godzin wcześniej był nie do pokonania. I o to chodzi.
Nasze alter ego charakteryzuje szereg współczynników (jak siła, zręczność czy wytrzymałość) oraz umiejętności w rodzaju posługiwania się poszczególnymi typami oręża, szkół magicznych czy rzemiosła. Te pierwsze rosną co poziom i mogą być podnoszone poprzez konsumpcję ziół, napojów i żywności, te drugie natomiast wymagają znalezienia trenera, zapłacenia mu i wydania punktów umiejętności, które otrzymujemy po każdym wbiciu levelu.
Jako że gra ma te 9 lat na karku, wizualnie nie zapiera już dechu w piersiach - choć nie wygląda też tragicznie. Lokacje są zróżnicowane i klimatyczne, za to lepiej nie przyglądać się bliżej modelom postaci i ich animacjom.
Mimo swoich niewątpliwych zalet gra w pierwszej połowie wynudziła mnie koszmarnie - ta część jest jak na mój gust stanowczo przegadana. Wkrótce po ogarnięciu siebie i jakiegoś dobytku trafiamy do miasta, którego (z rozkazu Inkwizycji) nie możemy swobodnie opuścić. Zanim wreszcie uda nam się znaleźć drogę wyjścia mija ładnych kilka godzin, w trakcie których biegamy w kółko tymi samymi uliczkami od NPC do NPC gadając i wykonując kolejne zadania. Pod koniec naprawdę miałam już bardzo szczerą chęć komuś przyłożyć. Komukolwiek. Po zaprowadzeniu porządku w mieścinie i uszczęśliwieniu jej mieszkańców mój kandydat na maga trafił do monastyru, którego... nie mógł przez pewien czas opuścić, otrzymał za to za zadanie zbadanie okoliczności śmierci jednego z uczniów. Ja rozumiem odgrywanie roli, ale to już przesada. Dalej na szczęście było już tylko lepiej, ale w tamtym momencie naprawdę niewiele dzieliło mnie od rzucenia gry w diabły.
Ogółem - nie jest to gra doskonała, ale po przebrnięciu przez pierwszą połowę gry (nabraniu doświadczenia, umiejętności i wyjściu na "szeroki świat") rozwija skrzydła. Nie grałam w serię Gothic (zgniłe pomidory proszę zostawić w najbliższym koszu, dziękuję), ale ponoć pod względem mechaniki jest bardzo podobna - więc miłośników serii powinna zainteresować, a i inni będą się dobrze bawić.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Sudeki - action RPG. Developerzy z niezależnego, brytyjskiego studia zobaczyli jRPG i stwierdzili, że też chcą coś podobnego zmajstrować - jak powiedzieli, tak zrobili. Wyszło im w sumie nawet nie najgorzej, chociaż fabuła jest sztampowa do bólu - zaczynamy jako młody syn utytułowanego generała, chcący udowodnić swoją wartość, w typowym królestwie fantasy. Szybko dołącza do nas trójka towarzyszy i cała drużyna z woli bogów i Przeznaczenia zostaje obdarzona nadludzkimi mocami i wybrana do walki z mrocznym bóstwem, któremu akurat przyszło do głowy wpaść na herbatkę i narobić nieco zamieszania. Tak. Tyle mniej-więcej ma to głębi.
Sama rozgrywka składa się z dwóch podstawowych elementów - wędrówki przez korytarzowe lokacje, rozmów z NPC i rozwiązywania zagadek środowiskowych, oraz starć z przeciwnikami. W tym drugim przypadku sterujemy w czasie rzeczywistym jednym z członków drużyny (między którymi możemy się swobodnie przełączać w dowolnym momencie), za resztę odpowiada AI - na szczęście nawet nie najgorzej jej to idzie. Co ciekawe, w zależności od aktualnie wybranego bohatera styl walki się zmienia. Dwoje z nich walczy wręcz i tu sterowanie przypomina slasher, reszta natomiast preferuje bronie dystansowe (odpowiednio różdżki czarodziejki i pistolety inżyniera) i tu widok przełącza się w tryb pierwszej osoby, a styl rozgrywki przypomina strzelankę.
Ogółem Sudeki to wciągająca i przyjemna, choć mało rozbudowana pod względem mechaniki gra. Strona audiowizualna mimo premiery w 2005 roku nie odstrasza (no, może poza cuscenkami, które zdecydowanie nie wyglądają), choć praca kamery i okazjonalne problemy z kolizjami potrafią być dokuczliwe. Hit to to nie jest, ale miły odmóżdżacz na kilka wieczorów jak najbardziej. Mała uwaga - Yoghurt w recenzji pisał o poważnych problemach technicznych, ja na wersji steamowej niczego takiego nie doświadczyłam.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Żeby mi się materiały do wątku za szybko nie skończyły, do backloga trafia wygrany na Steamgifts Tempest: Pirate Action RPG

Stan obecny: 169.
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 297
1. Tempest - podtytuł tej gry to "Pirate Action RPG" i o ile piractwa jeszcze trochę się tam znajdzie, o tyle ani akcji, ani RPG już nie za dużo. Ten tytuł to raczej gra pokroju Pirates!, a nie hack & slash ze statkiem zamiast postaci (co było moim pierwszym skojarzeniem po przeczytaniu tytułu).
Kierujemy młodym żeglarzem, który po zmarłym ojcu odziedziczył okręt i trochę gotówki na start. W trakcie pierwszego rejsu, w wyniku bliskiego spotkania z krakenem, tracimy wszystko i budzimy się w pobliskim porcie, mając do dyspozycji najmniejszą łajbę i średnio korzystne widoki na przyszłość. Zemsta na paskudzie za pozbawienie nas ojcowizny będzie naszym głównym celem, ale decyzja, czym zajmiemy się w międzyczasie, należy do nas. W obecnie posiadanej łupince wystarczymy wodnemu potworowi co najwyżej na przystawkę, należy więc zdobyć fundusze na porządny okręt, załogę i uzbrojenie.
Do dyspozycji oddano nam fragment morza, z rozsianymi tu i ówdzie wyspami i zlokalizowanymi na nich portami, należącymi do różnych nacji. W każdym z nich możemy zakupić (i sprzedać) dodatkowe kule armatnie czy towary handlowe, a w niektórych również nowe okręty czy armaty; zatrudnić żeglarzy czy podjąć się wykonania jednego z licznych zadań pobocznych - typu dostarcz coś gdzieś, pokonaj kogoś, dotrzyj w określone miejsce (lub kombinacje powyższych). W fabułę nie ma co się zagłębiać, bo istnieje tylko i wyłącznie po to, żeby jakoś uzasadnić konieczność gnania po raz kolejny na drugi koniec znanego świata.
Przemieszczać się z miejsca na miejsce możemy albo klikając po prostu port docelowy na mapie i patrząc, jak ikonka naszego okrętu tam zmierza, bądź też płynąc tam "ręcznie" - to ostatnie ma swoje zalety, gdyż nie tylko możemy podziwiać okolicę i nasz statek, majestatycznie sunący po falach, ale również zbierać pływające tu i ówdzie skarby oraz wypatrywać potencjalnych celów.
Każdy widoczny okręt możemy zaatakować - choć wpłynie to oczywiście negatywnie na stosunki z frakcją, do której należy. Walka rozgrywa się w czasie rzeczywistym na tym samym ekranie i przebiega podobnie jak w Pirates! - naszym zadaniem jest manewrowanie tak, aby ustawić się do przeciwnika burtą, a następnie oddanie strzału. W zależności od rodzaju używanych kul (zwykłe, kartacze czy pociski z trucizną) niszczony jest kadłub, żagle lub załoga przeciwnika. Cel możemy zatopić (a następnie przejąć część tego, co miał w ładowni) lub dokonać abordażu, by przejąć jego dobra, załogę lub sam okręt. Sam abordaż nie jest na szczęście tylko pojedynkiem, a przypomina prosty RTS, w którym kontrolę mamy tylko nad swoją postacią - i możemy pistoletem i szablą wspomóc załogę w bitwie.
Za zwycięstwa w boju otrzymujemy doświadczenie, które następnie można przeznaczyć na awansowanie członków załogi (dostępnych jest pięć poziomów, każdy kolejny to oczywiście większa skuteczność w przypisanej żeglarzowi roli - obsługa żagli, dział lub walka) lub wykupić niewielkie bonusy dla samej postaci (jak szybsze leczenie załogi czy większa manewrowość statku). Każdy z okrętów dysponuje szeregiem statystyk - jak prędkość maksymalna, liczba dział czy liczebność załogi, ale te można zmienić jedynie wymieniając go na lepszy model (z 8 dostępnych).
Jak dotąd Tempest jawi się jako całkiem przyjemna gra piracka, tym bardziej godna zainteresowania, że gatunek nie jest nadmiernie licznie reprezentowany. Niestety dwie dość poważne wady pogrążają go w moich oczach. Pierwsza, najbardziej istotna - powtarzalność i wynikająca z tego nuda. Przez całą rozgrywkę robimy dokładnie to samo - pływamy od portu do portu, atakujemy okręty, walczymy w ten sam sposób, zatapiamy lub przejmujemy, sprzedajemy co zdobyliśmy, wykonujemy proste questy - i tyle. Gra nie ma w sobie nic, co przyciągnęłoby gracza na dłużej, żadnej tajemnicy do odkrycia, nowych mechanik do spróbowania. Fabuła jest nudna i przewidywalna - istnieje jedynie jako tło rozgrywki, porty różnią się tylko ofertą handlową, a questy jak już wspomniałam to typowy fedex. Gracz przez to nie ma żadnej motywacji do odkrywania nowych lądów i oceanów, bo znajdzie na nich tylko to, co już widział.
Drugą (mniejszą) wadą jest mało wygodny interface i sterowanie, ewidentnie dostosowane do urządzeń mobilnych (gra wyszła też na iOS). Gra potrafi reagować z opóźnieniem na nasze działania, a do niektórych akcji brakuje skrótów klawiszowych (są za to śliczne, olbrzymie przyciski na ekranie).
Na uwagę zasługuje możliwość grania w co-opie (czego osobiście nie próbowałam) - gracze widzą się wówczas wzajemnie na mapie świata i mogą wspólnie uczestniczyć w bitwach morskich - lub też działać zupełnie samodzielnie.
Podsumowując - Tempest to przyjemny na pierwszy rzut oka, ale mocno powtarzalny na dłuższą metę piracki sandbox. Dostajemy mały statek, majaczące gdzieś na horyzoncie główne zadanie i możemy robić, co mamy ochotę - w zakresie ograniczonych możliwości dawanych przez grę. Początkowy urok pirackiego życia szybko zabijany jest przez bezlitosną monotonię.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 168
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 297
1. Tales of Symphonia - klasyczny jRPG.
Skoro na stronie parę dni temu wylądował już spoiler dzisiejszego wpisu, to pozwolę sobie odesłać Was do mojego tekstu. Za to obrazków żałować nie będę, a co :)

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

2. Sanctum 2 - połączenie FPS z tower defense. Wybieramy jedną z sześciu dostępnych map, jednego z czterech bohaterów, broń boczną (główna jest stała), dobieramy po cztery wieżyczki i perki z puli dostępnych odblokowujących się w miarę postępów w grze i wyruszamy bronić świecących kul przed hordami owadopodobnych obcych. Fabuła pełni tu rolę nawet nie drugorzędną, więc nie ma co się nad nią rozwodzić (grupa najemników dostała zadanie sprawdzenia, co chrobocze w opuszczonym kompleksie badawczym). W przeciwieństwie do Dungeon Defenders gra pozbawiona jest elementów RPG, a ponadto większą niż w w/w tytule rolę pełnią mury i nasz bohater - zasobów starcza przeważnie tylko na kilka wieżyczek, znacznie lepszą drogą do sukcesu jest więc zbudowanie prawdziwego labiryntu i ganianie się po nim z paskudami. Osobiście nie przypadło mi do gustu tak jak DD czy Orcs Must Die, ale pograć, zwłaszcza w co-opie do czterech graczy, jak najbardziej można.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

A żeby backlog przypadkiem nie schudł za szybko, HumbleBundle postanowiło podtuczyć go udostępniając za darmo (wciąż dostępne w momencie pisania tego posta) The Flame in the Flood - które nawet wygląda grywalnie, więc ląduje w backlogu.

Stan obecny: 167
Użytkownik
Dołączył: Lip 2008
Posty: 297
1. Viking: Battle for Asgard - gra akcji w TPP. Kierujemy wikingiem Skarinem, którego bogini Freja wybrała do roli przywódcy ludzkości w walce z siłami nieumarłych (i żywych) wyznawców Hel. Biegamy więc po trzech (kolejno) nie za wielkich wyspach, odwiedzając lokacje, wycinając w pień wraże siły i uwalniając towarzyszy zamkniętych w klatkach lub przywiązanych do pali. Po wykonaniu powyższych zadań rozmawiamy z nowym zarządcą danej włości i wykonując prosty quest (coś przynieść lub kogoś zabić) przejmujemy ją pod swoje władanie. Odbijając kolejne lokacje powiększamy stan swojej armii, dzięki której można przejmować większe osady w walnych bitwach. W tym wypadku nasze wojsko zajmuje się jednostkami wroga, my natomiast przebijamy się do kluczowych celów - dowódców. Od czasu do czasu, w miarę zdobywania na wrogu specjalnych run, dane nam będzie również przyzwać smoki, by ciepło przywitać co większe lub lepiej ufortyfikowane grupki.
Gra posiada również płynnie wpleciony w rozgrywkę element skradankowy - Skarin skrada się domyślnie, podchodząc do kogoś od tyłu po cichu można zabić go jednym ciosem. Dopiero po wykryciu naszej obecności przeciwnik skrzykuje kolegów i zaczyna się typowa sieczka. W przeciwieństwie do Brutal Legend (gdzie bitwy pasowały do reszty gry jak pięść do nosa) wszystkie trzy typy rozgrywki (skradanie, slasherowa walka i rtsowe bitwy) idealnie się zazębiają i dobrze ze sobą współgrają.
Rozwój postaci ogranicza się do wykupywania run trzech żywiołów (ognia, lodu i błyskawic) w czterech kolejnych stopniach zaawansowania, dających dodatkowe obrażenia broni (lód dodatkowo chwilowo zamraża) oraz bonusów powiększających maksymalny poziom zdrowia. Punktów i poziomów doświadczenia brak.
Choć Viking: Battle for Asgard arcydziełem na miarę światową może nie jest, to wciąż bardzo przyjemna i odstresowująca gra na kilka wieczorów.

Obraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownikaObraz wysłany przez użytkownika

Stan obecny: 166

Strona: « < ... 2 3 4 5 6

Forum JRK's RPGs działa pod kontrolą UseBB 1